Amerykański sen o przedmieściach

sunny-field-village-garden-large
Strona główna » Amerykański sen o przedmieściach

Sielankowe uliczki bez właściwie żadnego natężenia ruchu, kolorowe domki, żywopłoty, cisza i spokój. Przedmieścia. Senne, urokliwe obszary zlokalizowane pod miastami, w których czas płynie inaczej. Miejsca odpoczynku od zgiełku wielkich miast. Ich obraz, w świadomości milionów ukształtowały amerykańskie seriale, a własny domek pod miastem nawet w Polsce wydaje się być spełnieniem “american dream”, czyli amerykańskiego snu. Co tak wyjątkowego kryje się w przedmieściach, że tysiące osób porzuca swoje mieszkania w centrum i przeprowadza się na obrzeża?

Bez wątpienia seriale prosto z Hollywood nauczyły nas, że nigdzie, tak jak pod miastem, nie kwitną więzi sąsiedzkie. Pamiętacie “Gotowe na Wszystko”? W niemalże każdym odcinku tej hitowej produkcji, na wypielęgnowanych przydomowych trawnikach lub w przytulnych kuchniach odbywały się niezliczone spotkania eleganckich gospodyń domowych, którym towarzyszyło picie kawy, wina albo lemoniady domowej roboty. Oczywiście w serialu kryła się mroczna tajemnica, ale idylliczny wizerunek przedmieść bez wątpienia zapadł w pamięć każdemu widzowi. A przykłady amerykańskich seriali, których fabuła toczy się w suburbiach można mnożyć w nieskończoność.

Przedmieścia faktycznie sprzyjają zacieśnianiu sąsiedzkich kontaktów. Latem w ogródkach wesoło dymią grille, zachęcając do zaproszenia rodziny zza na mały poczęstunek w ramach i dobrosąsiedzkich stosunków. A co gdy pani domu zabraknie szklanki cukru do niedzielnego ciasta? Na przedmieściach nie ma całodobowych sklepów na rogu, pozostaje więc wizyta w domu obok! Pozostaje pytanie, skąd wziąć małych gości na garden party z okazji piątych urodzin syna, który jeszcze nie zna nikogo ze szkoły? Z sąsiedztwa. Wokół mieszka przecież mnóstwo młodych rodzin z dziećmi w podobnym wieku.

wood-man-holiday-vacation-large

Oczywiście przedstawione sytuacje mają charakter przykładowy, a wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń jest przypadkowe, ale prawda jest taka, że mieszkaniec suburbia z pewnością odnajdzie cząstkę siebie w opisywanych scenkach. Tak samo zresztą mieszkaniec bloku w wielkim mieście wyobraża sobie życie poza miastem.

Everyman na przedmieściu

Idylliczny obraz przedmieścia zaczął rodzić się w umysłach obywateli USA w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. W powojennej rzeczywistości własny domek pod miastem urastał do roli symbolu sukcesu. Pracujący w biurze w mieście mężczyzna wracał  po ciężkim dniu do żony i dzieci czekających z obiadem na progu domu na przedmieściu. Oczywiście wracał samochodem, kolejnym nieodzownym elementem amerykańskiego stylu życia, dzięki któremu dojazdy nie stanowiły właściwie żadnej przeszkody.

Domy na przedmieściach były tańsze niż mieszkania czy domy w mieście, oferowały więcej przestrzeni i swobody. Przed każdym pysznił się równo przystrzyżony trawnik (jak wiemy z filmów, pewnie za niewielką opłatą kosił go nastoletni syn sąsiadów), ścieżki do drzwi pilnowała charakterystyczna amerykańska skrzynka pocztowa, a co rano przed wejściem lądowała gazeta i świeże mleko rozwożone przez mleczarza. Stare fotografie i filmy dokumentalne zaświadczają, że taki obraz wcale nie był wytworem umysłów scenarzystów z Hollywood. Takie miejsca jak z obrazka faktycznie istniały i istnieją do dziś.

1024px-Dallas_skyline_and_suburbs

Mimo wszystko, obecnie w samych stanach trochę się zmieniło. Przedmieścia, choć zauważalnie tańsze i oferujące bezpieczeństwo, nie zostały ominięte przez kryzys i recesję. W wielu dzielnicach, wcześniej pełnych życia i pozbawionych wolnych nieruchomości na sprzedaż, można kupić domy, których mieszkańcy wyjechali szukać pracy w innych miejscach kraju. Swoje dołożył również krach bankowy, który obniżył wartość nieruchomości z powodu wahań na rynku kredytów hipotecznych. Dodatkowo rosnące ceny benzyny wydatnie wpływają na podniesienie kosztów dojazdu z amerykańskich przedmieść do oferujących zatrudnienie centrów miast. Przedmieścia w Stanach powoli się więc wyludniają, tracąc na swoim sielskim charakterze.

Europejski dom dla zamożnych

Zupełnie odwrotną tendencję można zaobserwować w Europie Zachodniej. Tereny wokół dużych miast, na których nie rozwinęła się jeszcze zwarta zabudowa, pełne domków jednorodzinnych i szeregowych, uważane są tradycyjnie za siedzibę osób lepiej sytuowanych. Są to tereny pełne zieleni, często z własną administracją, szkołami i placykiem handlowym. I wcale nie są tanie – nierzadko dom na przedmieściu kosztuje tyle samo lub więcej co dom w mieście, nie wspominając już nawet o porównaniu jego kosztów z kosztami zakupu mieszkania.

Mimo tego, takie lokalizacje cieszą się ogromnym powodzeniem, często wybierane są przez osoby nieco starsze, szukające wytchnienia od zgiełku miast. Nierzadko okazuje się jednak, że podmiejskie miejscowości stają się na tyle atrakcyjne, że są wchłaniane przez miasta, w poszukiwaniu zamożnych obywateli, którzy mogliby płacić podatki do miejskiej kasy. Tak stało się na przykład z angielskim Wimbledonem, prestiżowym miasteczkiem pod Londynem, które zostało przyłączone do granic miasta i zmienione w jego dzielnicę.

house-car-vintage-old-large

Oczywiście europejskie miasta również muszą zmagać się z problemami papuperyzacji, czyli zubożenia niektórych obszarów, ale tyczy się to głównie obrzeżnych dzielnic miejskich, a nie przedmieść jako takich. Tereny niebezpośrednio przylegające do miast i zwykle pozostające poza ich jurysdykcją radzą sobie dobrze, a ich mieszkańcy cały czas mogą być postrzegani przez opinię publiczną jako przedstawiciele tak zwanych “ludzi sukcesu”.

Ucieczka klasy średniej poza miasto, to efekt dobrobytu i rozpowszechnienia się motoryzacji. Ludzi stać, by mieszkać w ładnych, zadbanych domach, w otoczeniu zieleni i pełnego ładu otoczenia. Mogą również pod kątem finansowym pozwolić sobie na codzienne dojazdy do miasta, aby tam pracować. Przecież jedną z charakterystycznych cech przedmieść jest fakt, że nie ma tam zakładów pracy. Zakup domu pod miastem to w takim aspekcie decyzja powodowana potrzebą wygody, a nie koniecznością znalezienia pracy. I właśnie pozwalanie sobie na zaspokajanie tego typu zachcianek uważa się za jeden z wyznaczników lepszego statusu życia.

Przedmieście made in PRL

W Polsce nadawanie przedmieściom charakteru mieszkalnego to stosunkowo nowy trend, który narodził się w połowie lat dziewięćdziesiątych, wraz z nastaniem kapitalizmu. Wcześniej, władze PRL budowały miasta z socjalistycznym rozmachem, ale jednocześnie dbały, by zabudowa była zwarta, a budynki nie wychodziły poza administracyjne obszary miast i dzielnic. Oczywiście, w okolicy miast istniały mniejsze miejscowości, ale były to przede wszystkim samodzielne miasteczka lub wsie, czyli struktury zupełnie inne od tego, czym dziś jest przedmieście. Przede wszystkim ich mieszkańcy raczej nie pracowali w mieście i rzadko kiedy ktokolwiek podejmował samodzielną decyzję o wyprowadzce z miasta na wieś przy zachowaniu swojej dotychczasowej pracy w centrum.

Przekształcenia ustrojowe przyniosły w dłuższej perspektywie również przekształcenia przestrzeni. Podmiejskie tereny, wcześniej niezagospodarowane i porośnięte chaszczami zaczęły być przekształcane w wygodne przedmieścia. Prywatni deweloperzy, którzy wcześniej przecież w ogóle nie istnieli, zaczęli przenosić amerykański sen na polski grunt i budować pod miastami osiedla domków przeznaczonych dla osób pracujących w mieście.

nature-field-countryside-house-large

Jednakże, pomiędzy polskimi przedmieściami, a przedmieściami Europy jest jedna, dość wyraźna różnica, przemawiająca zresztą na naszą korzyść. U nas dom na przedmieściu jest o wiele tańszy niż za granicą. Zazwyczaj typowy mieszkaniec przedmieścia jest osobą zamożną. W Polsce na własny domek pod miastem może pozwolić sobie niemal każdy, kto myśli o zakupie jakiejkolwiek nieruchomości.

Dom w cenie mieszkania

Oczywiście pod miastem mieszkają również bardzo dobrze sytuowane osoby, a ich rezydencje przewyższają przepychem domy z amerykańskich seriali, ale statystyczny Polak z dużego miasta spokojnie może pozwolić sobie na komfortowy, ponad stumetrowy dom w zabudowie szeregowej lub dający poczucie prywatności dom – bliźniak. Za takie nieruchomości trzeba zazwyczaj zapłacić cenę w przedziale między dwieście a czterysta tysięcy złotych, czyli tyle, ile kosztuje mieszkanie w bloku w centrum miasta. Dzięki temu tak poszukiwany, przedmiejski komfort życia z dala od zgiełku wielkich miast, ale jednocześnie nie na wsi, jest w Polsce bliżej niż gdziekolwiek indziej.

Przedmieścia rozciągają się wokół głównych dróg dojazdowych do większości większych polskich miast. Pod Gdańskiem idealnym przykładem przedmieścia jest zlokalizowane od strony Kaszub Banino, które pełne jest zabudowy jednorodzinnej, a także bliźniaków i szeregowych domków. Wśród nich możliwościami wabią między innymi położone w otoczeniu przyrody Leśne Zacisze z domami szeregowymi o powierzchni ponad 120 metrów kwadratowych. Banino oferuje nawet rozwiązania znane z dużych miast, czyli zamknięte enklawy mieszkaniowe. Tu za przykład posłużyć może Kameralne Banino, będące ogrodzonym i monitorowanym osiedlem domów bliźniaczych.

Na popularność przedmieść wśród osób poszukujących swojego miejsca do zamieszkania, niewątpliwie wpłynął program Mieszkanie dla Młodych. To system państwowych dopłat dla osób do 35 roku życia, które kupują nieruchomości. Jeszcze niedawno dopłaty obejmowały jedynie domy i mieszkania prosto od dewelopera, od września 2015 roku dofinansowanie dotyczy również rynku wtórnego. Tak czy inaczej, MdM jest jednym z powodów boomu budowlanego na obrzeżach miast – dopłaty są tak skonstruowane, że aby je otrzymać, należy kupować niezbyt drogą nieruchomość. Atrakcyjne cenowo oferty podmiejskie spokojnie mieszczą się w wyznaczonych przez twórców programu limitach.

xwood-trees-house-branches-large

Dzięki cenowej dostępności przedmieść można przypuszczać, że polskich domów pod miastami nie dotknie wyludnienie związane z kryzysem finansowym, tak jak stało się to w Ameryce. Tam, tak samo zresztą jak w zachodniej Europie, zakup domu na przedmieściu jest wyróżnieniem i wyznacznikiem statusu społecznego. Procesem niedostępnym dla każdego i tym samym niemałym wyzwaniem finansowym. Nie zapominajmy, że na zachodzie wynajem jest o wiele popularniejszy niż u nas i stanowi zwykle typową metodę uzyskiwania domu.

W Polsce tak nie jest, w naszym kraju w pewnym wieku inwestowanie w nieruchomości i zakup własnego domu czy mieszkania to po prostu zwyczajna kolej rzeczy. Dlatego też przystępne cenowo przedmieścia tak bardzo zyskują na popularności. Nie oszukujmy się – amerykański sen jest także naszym snem. Niemal każdy, nawet skrycie, marzy o tym by zaprosić znajomych na grilla lub latem relaksować się na leżaku we własnym ogródku.

Te marzenia szczególnie mocno ujawniają się latem wśród mieszkańców bloków na osiedlach z wielkiej płyty, gdy mimo urlopu, miasto rzadko pozwala się w pełni zrelaksować. Bo gdzie można wystawić ten hipotetyczny leżak – na niewielkim balkonie czy przyblokowym trawniku opanowanym przez biegające dzieci i osiedlowe psy? Do tego pozostaje jeszcze kwestia przechowywania leżaka w czterdziestometrowym mieszkaniu… Tu po prostu potrzebny jest zielony, równo przystrzyżony trawnik przed jasnym domem w amerykańskim stylu, w którym bez problemu pomieści się cała rodzina. A do tego znajdzie się miejsce na nawet dwa leżaki!

2 Comments

  • Małgorzata pisze:

    To wszystko naprawdę cudowne, ale jak sobie pomyślę o dojeżdżaniu codzienne do pracy do centrum miasta to od razu mi przechodzi. Średnio 1,5 h x 2 (dojazd i powrót) = 3 h dziennie x 20,5 dni = 61,5 h w miesiącu. To prawie trzy dni i noce spędzone na staniu w korkach w samochodzie. Dziękuję, ale nie.

    • Te dni i noce mogą być rekompensowane, np. godzinami spędzonymi po pracy we własnym ogrodzie :) Oczywiście zdania są podzielone i każdy decyduje się na to, co jest dla niego najbardziej atrakcyjne i komfortowe. Dziękujemy za opinię :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *